czwartek, 9 października 2014

Rozdział XX







Nie miał zamiaru przegrywać w tej rundzie, wystarczyło, że lada chwila przegra własne życie. Załamał się uświadamiając sobie, że życie straci też jego ukochana. Dlaczego miałby nie zabijać Lili? To ona zasiała ziarno zwątpienia w jego martwym sercu. Mały kiełek zaskakująco szybko urósł do niewyobrażalnych rozmiarów. Musiał interweniować zanim ktoś inny zrobi to za niego.
- Pomogłem ci, a ty tak mi się odpłacasz? – mówił spokojnie nie zwracając uwagi na kobietę.
- Nikomu nie powiedziałem.
- A ona? – wskazał lufą na śliczną blondynkę.
- Jej ufam – odparł stanowczym tonem.
- Za głupi jesteś – westchnął i w tym samym momencie nacisnął na spust. Krew i kawałki roztrzaskanej czaski pomieszane z jego mózgiem rozprysły się po pościeli. Przerażona Lili zerwała taśmę z ust, ale nie zdążyła nawet ich otworzyć, żeby wezwać pomoc. Padł drugi strzał, także zdławiony przez tłumik. Kobieta dostała w klatkę piersiową. Krew obficie sączyła się ze śmiertelnej rany, targały nią ostatnie przedśmiertelne drgawki. Nikt nie mógł już nic zrobić. Adam jeszcze przez chwilę patrzył jak gorąca krew plami i wsiąka w jasnozieloną pościel, jak barwi jej blond włosy. Pochylił się nad nią, żeby odgarnąć jej loki i złożył pocałunek na jej policzku.
- Teraz śpij maleńka.
Wyszedł. A raczej zniknął. Nikt go nie widział, nikt nie będzie podejrzewał. Jednak zamiast prosto do domu pojechał do lasu, który tak dobrze znał. Oprócz zgliszcz ukrytych pod cienką warstwą świeżego śniegu, nie było tam nic. Zatrzymał się i żeby się uspokoić wziął spory łyk z piersiówki, po czym wysiadł, żeby zapalić papierosa. Mroźne powietrze nie otrzeźwiło go, a zaciąganie się dymem nie odsunęło myśli od podwójnego morderstwa. Zabił ją bez powodu, na tle osobistym. Nie mógł łączyć pracy z życiem osobistym. Zabił ją z zazdrości, z strachu, dla przyjemności. Zabił ją, bo mógł. Odrzucił myśl o żalu, żal był dla głupców.
Dokończył papierosa i wsiadł z powrotem zamiarem powrotu do domu i zakończenia innych, ważniejszych spraw. Na pewno jutro Tonny dowie się o śmierci tego idioty. Nikt nie pochyli się nad losem Lili.
Adam zajrzał do schowka – obok książki, która należała do Matyldy wciąż leżało małe, tekturowe pudełko z jego danymi i adresem. Odebrał je już dawno temu, ale nigdy nie był aż tak pewny, że należy je otworzyć. 

Obudziło mnie ciche szuranie, chociaż pękała mi głowa, od razu domyśliłam się, że to Assassino szuka towarzystwa. Zwlekłam się z łóżka i w puściłam go do środka, ten położył się w miejscu, w którym jeszcze przed chwilą leżałam i spojrzał na mnie tymi swoimi wielkimi oczami. Mimowolnie się uśmiechnęłam, byłam jedną z nielicznych osób, które uśmiechają się na widok tego psa. Nawet nie próbowałam go przesunąć, tylko położyłam się obok niego. Ciekawe gdzie podziewał się jego pan. Rozejrzałam się po sypialni – Adama też nie było. Czego ja się mogłam spodziewać? Jego nigdy nie ma.
- April, kochanie, już wstałaś? – stanął w progu. – Ej, Assassino idź do siebie, to nie jest twoje posłanie.
- Już myślałem, że znowu poszedłeś załatwiać jakieś ważne sprawy – westchnęłam podnosząc się na łokciach. Mój mąż wyglądał elegancko jak zawsze. Idealna błękitna koszula, pasek, zegarek. Zauważyłam, że w ręku trzyma mój kubek.
- Zjeżdżaj stąd – pociągnął psa za obrożę – znowu będę miał wszystko w jego sierści, kochanie mówiłem, żebyś go nie wpuszczała.
- Ale ciebie znowu nie było – tłumaczyłam się tonem małej dziewczynki.
- Bo robiłem mojej żonie Cappuccino – zamknął drzwi za zwierzakiem, po czym podał mi kubek i usiadł obok. – Nie często ci to mówiłem, ale jesteś piękna, idealna – pocałował mnie w policzek.
- Musiałeś od rana pić? – natychmiast wyczułam zapach alkoholu. Odłożyłam kubek, chociaż upiłam ledwo dwa łyki. – Powiesz mi dlaczego już się ubrałeś?
- Bo dochodzi dziesiąta – powiedział lekko.
- Adam… powiedz mi coś więcej. Zabiłeś kogoś? – wpatrywałam się w niego, ale on nawet nie drgnął. Nie musiał mówić, brak reakcji był wystarczającą odpowiedzią. – Mam nadzieję, że to nikt z moich znajomych – zmusiłam się do mało śmiesznego żartu.
- Nie, to nie byli twoi znajomi – Lili na pewno nie, a jego przecież nikt nie znał. Poprawił mankiety koszuli, był zmuszony założyć nową po tym jak krew rozpryskując się po pokoju zabrudziła tą białą.
O nic więcej nie pytałam. Przytuliłam go tylko do siebie, czułam jak bardzo męczą go takie spotkania, jak nieudolnie ukrywa napięcie mięśni, jak zamyka się w sobie.
- Nie zdjęłaś jej jeszcze – spojrzał na bransoletkę zdobiącą mój nadgarstek.
- Nie – odsunął się ode mnie tak, żeby móc na patrzeć mi w oczy. Po kilku sekundach jego wzrok spoczął na moich piersiach. Instynktownie zakryłam je ramionami, ale mojego męża rozśmieszyła ta reakcja.
- Nie wstydź się mnie – powiedział łagodnie wyciągając ręce do delikatnych haftek na moich plecach – jesteś moją żoną, moim szczęściem. Chcę widzieć cię całą.
- Jakoś dziwnie się zachowujesz – patrzyłam na niego podejrzliwie, co jednak nie przeszkodziło w rozpięciu mojego stanika.
- Dziwnie, bo pragnę mojej żony? – nie zdążyłam odpowiedzieć, bo już mnie całował. Nie mogłam mu się oprzeć, nie chciałam. Jego pocałunki były jeszcze bardziej zachłanne niż zwykle, jeszcze bardziej gorące. Sama nie wiem, kiedy zaczęłam rozpinać kolejne guziki jego koszuli. Podniecało mnie to jeszcze bardziej, po chwili z trudnością rozpięłam skórzany pasek.
- Jesteśmy sami? – chciałam się upewnić. Uwodzicielsko przygryzłam wargi.
- Tylko ja, ty i ten kundel – położył mnie na plecach. Pocałunkami pieścił moje odsłonięte ramiona, rozkoszował się moim ciałem. – Jesteś taka cudowna, uwielbiam twoją skórę… jest taka… delikatna i gładka – zachwycał się, a ja słuchałam go coraz bardziej zdumiona. Kolejne pocałunki stopniowo budziły moje pożądanie, każdy dotyk potęgował je jeszcze bardziej, a dotykał mnie tak, jakby robił to pierwszy raz. Pieściliśmy się powoli, pozwoliłam narzucić mu jego tempo. Nigdy nie przeszkadzało mi to, że to mój mąż szeptał mi co mam robić.
- Adaś, nie, jeszcze nie – przerwałam mu kiedy chciał zdjąć moje obrzydliwie drogie majteczki – przytul mnie mocno – zrobił to, o co go poprosiłam. Tulił mnie do siebie całując moje rozdygotane podnieceniem usta.
To była jedna z najlepszych chwil, które spędziliśmy razem w łóżku.
- Mam dla ciebie propozycję – zaczął, kiedy leżeliśmy obok siebie.
- Na co masz ochotę? – oparłam się skrzyżowanymi ramionami o jego nagą klatkę piersiową.
- Chodź do samochodu – podekscytowany zerwał się z łózka. Oniemiała patrzyłam jak ubiera się w pośpiechu, kiedy tylko zapiął spodnie rzucił mi swoją koszulę. – Idź do swojego pokoju po jakieś ubrania, ale najpierw załóż coś na siebie, nie chcę, żebyś chodziła po domu… tak – z uśmiechem wskazał na moje ciało.
- Hmm… – westchnęłam, ale wzięłam koszulkę i wstałam – pomożesz mi się ubrać?
- Kotek, nie mamy czasu – zarzucił mi ją na ramiona i zapiął tylko trzy guziki. Po chwili w duchu podziękowałam mu za to, że kazał mi się ubrać.
- O, Bastian – krzyknęłam widząc jak chłopak przemyka się korytarzem.
- April? Kochanie, chodź na chwilę – pociągnął mnie za ramię. Wydawał się w ogóle nie zwracać uwagi na to, jak jestem ubrana.
- Nie możemy porozmawiać później? – jęknęłam próbując się wyrwać. – Adam na mnie czeka.
- Przepraszam, nie sądziłem, że jesteś zajęta – spojrzał mi w oczy. Sebastian też był podekscytowany, widziałam to w jego rozszerzonych źrenicach otoczonych ciemnymi tęczówkami. Poszłam za nim i posłusznie usiadłam na krawędzi jego niepościelonego łóżka, wciąż starałam się zasłaniać koszulą jak najwięcej, kiedy mówił zapięłam resztę białych guziczków. – Rozmawiałem z Kelly. Nie chciała mnie wpuścić, ale w końcu zgodziła się zobaczyć się ze mną. Nie było jej rodziców… pozwoliła mi się dotknąć…
- Zrobiłeś jej krzywdę? – podniosłam głowę.
- Nie, powiedziałem, że zaopiekuję się naszym dzieckiem – uklęknął, żeby wziąć moje dłonie w swoje.
- Waszym? Nic nie rozumiem, jeszcze miesiąc temu nie chciałeś jej znać – wstałam.
- Ale to jest moje dziecko, ona może mnie już nie kocha – wyczułam te delikatne załamanie jego głosu – ale to dziecko, ono musi mnie kochać.
- Co się tu dzieje? – Adam bez pukania wtargnął do jego sypialni. Wściekłość, zniecierpliwienie i zazdrość błyskały w jego oczach, tym bardziej, że zastał nas w takiej pozycji. Kilka niecenzuralnych słów skierował do przyszłego ojca. Wystarczyło jedno szybkie spojrzenie, a Adam przeprosił mnie – April, chcę pomówić z nim na osobności – wiedząc, że zapowiada się poważna rozmowa, wyszłam, ale usłyszałam jeszcze jedno zdanie adresowane do Bastiana i jego krótką odpowiedź – w końcu zachowałeś się jak mężczyzna.
- Zrobię z niego rasowego zabójcę.
Szybko założyłam pierwsze lepsze ciuchy, które znalazłam w szafie. Myślałam, że ta męska rozmowa potrwa dłużej, ale Adam już czekał na mnie w korytarzu i bez słowa pociągnął mnie do samochodu, nie pozwolił mi nawet założyć płaszcza. Przekręcił kluczyk w stacyjce, żeby móc włączyć klimatyzację.
- Zajrzyj do schowka – intensywnie się we mnie wpatrywał. Z lekką obawą uchyliłam małe drzwiczki. W środku była książka, bez zastanowienia wzięłam ją do ręki.
- Zamczysko w Otranto? To chyba bardzo stare – nie pokusiłam się nawet o przejrzenie pierwszych stron.
- Nie – natychmiast mi ją zabrał, zdenerwował się. – To pudełko.
Rzeczywiście, dalej było małe zapieczętowane pudełeczko opatrzone nazwiskiem i adresem mojego męża. Wzrokiem pozwolił mi je otworzyć. Najpierw przeczytałam notatkę „To jest to, o co nie śmiała poprosić mnie twoja żona. Josh.” Pod kartką, w dwóch oddzielnych woreczkach zapakowane były dwie czarne pigułki.
- Adam, nie rozumiem – rozchyliłam wargi w nadziei, że udzieli mi rzeczowej odpowiedzi.
- Popełniłem bardzo duży błąd, pomogłem komuś – patrzył przed siebie zamiast na mnie – i teraz to odwróciło się przeciwko mnie. Tutaj nie ma już miejsca dla mnie. Josh powiedział mi, że chcesz być normalna.
- Tak, ale… Adam, dlaczego mówisz do mnie w ten sposób? Mam uwierzyć, że po połknięciu tej małej tabletki przestanę słyszeć te przeklęte głosy, a ty nie będziesz już widział przyjemności w zabijaniu?
- Tak, tylko… jest jeden problem, bo te tabletki… one… nie są sprawdzone – w końcu odwrócił głowę w moją stronę – kochanie, zrozumiem jeśli powiesz nie. Mam je od dwóch tygodni.
- Skąd Josh wiedział, że właśnie po to do niego przyjechałam? – czułam jak przechodzą mnie dreszcze.
- Bo to Josh. Ja tylko nie wiem jak będzie po…
- Chcesz to zrobić? – zapytałam jak najbardziej poważnie. – Ja cię kocham, ale to życie… też je pokochałam. Co jeśli się nie uda? A jeśli ja nadal będę miała dziewiętnaście lat, a ty trzysta?
- Właśnie tego się obawiam – westchnął.
- Pocałuj mnie – czułam jak podczas tego pocałunku rozluźniają się jego napięte mięśnie. – Nie zrobimy tego. Jeszcze nie teraz – dodałam. Wciąż trzymałam dłonie na jego policzkach. – Za bardzo cię kocham, żeby to narażać. Pomogłeś komuś i?
- Moja praca, ja… oddałam dług jednego faceta zamiast odebrać od niego tą kasę za wszelką cenę. dowiedziała się o tym jego dziewczyna, ale dzisiaj rano… zabiłem ich obydwoje – szeptał.
- Adam, spójrz na mnie, Adam… czy ktoś oprócz nich wie, co zrobiłeś? Nie myśl o tym teraz, a ja przechowam te tabletki do… do następnego razu.
- Nie będzie następnego razu – powiedział stanowczo. Zabrał mi jedną i połknął nawet nie popijając. Bez zastanowienia zrobiłam to samo. – Jeżeli przez najbliższe kilka minut nie umrę, to… – nie dokończył, jego ciałem targały drgawki, oczy prawie zapłonęły. Mój organizm zareagował podobnie. Po chwili napad i ból minął.
- Przepraszam, kim pan jest? – zapytałam przystojnego mężczyznę siedzącego za kierownicą.
- Nie wiem kim pani jest, ale chyba panią kocham – prawie siłą przycisnął mnie do siebie i fanatycznie całował moje usta.

Koniec. Najwytrwalsi dotrwali aż do tego momentu i właśnie tutaj kończy się historia April i Adama, chociaż można było by pociągnąć to jeszcze przez co najmniej 100 stron. Będzie mi tego brakowało, ale uznałam, że już czas - klasa maturalna. Znając życie niedługo znowu zacznę pisać, bo za bardzo to kocham, ale tym razem nie będę tego publikować i tak nie pisałam regularnie.
Mam nadzieję, że zakończenie nie jest takie złe, nie chciałam zabijać ani Adama, ani April, więc zabiłam nieznajomego szatyna i Lili.
Pozdrawiam i ściskam, wasza A .
 

piątek, 22 sierpnia 2014

Rozdział XIX


 
 
 
 
 
 
- Musimy tam iść? – nie miałam ochoty zmieniać lokalu.
- Kochanie, tylko na godzinę.
Pożegnaliśmy się, zabraliśmy swoje rzeczy i Adam wyprowadził mnie na zewnątrz. Czułam się świetnie, ale biorąc pod uwagę minę mojego męża, wyglądałam okropnie. Kiedy tylko usiadłam w wygodnym fotelu, od razu chciałam zasnąć, ale Adam swoim głosem skutecznie mi to uniemożliwiał. Nie spałam, ale ocknęłam się, kiedy zatrzymaliśmy się na jakiejś stacji benzynowej. Zaskoczyło mnie to, bo Adam nigdy nie tankował w mojej obecności. Jednak jeszcze bardziej zaskoczyło mnie to, że otworzył drzwi także z mojej strony. Wychodząc zauważyłam, że Adam zaparkował tak, żeby nie tamować ruchu innych pojazdów.
Kupiliśmy kawę. Nie czułam chłodu, chociaż to już początek stycznia, a Adam wciąż pocierał zziębnięte dłonie. Nadal nie oddałam mu rękawiczek, a swoje chyba gdzieś zgubił, może zostawił.
- Niedobrze mi – powiedziałam po pierwszym łyku.
- Będzie tylko lepiej – chyba nie sądził, że aż tyle wypiłam. Optymista.
Wyrzucił styropianowy kubeczek i zapytał o toalety. Wszedł ze mną do damskiej. Małe pomieszczenie lśniło czystością, ale denerwowało mnie rażące światło. Adam nie zwrócił na to uwagi, tylko odkręcił wodę. Obmył twarz.
- Zmyj makijaż – poprosił, ale nie mogąc doczekać się mojej reakcji, sam zaczął szukać chusteczek do demakijażu w mojej małej torebce. Posłużenie zamknęłam oczy pozwalając, żeby on się mną zajął. Umyłam twarz chłodną wodą i spojrzałam na siebie w lustrze. Bez makijażu nie wyglądałam najgorzej, ale Adam i tak chciał udoskonalić moją urodę. Oparłam się o chłodne płytki.
- Sama pomalujesz sobie oczy? – pomachał mi tuszem przed twarzą. Zamiast tego wzięłam grzebień i rozczesałam włosy. Adam był bardzo delikatny, najpierw trochę mnie przypudrował, a potem nałożył tusz. Wyglądałam lepiej. Poprawił mi sukienkę. W jego rękach byłam jak bezwładna lalka. Pocałował mnie i i otworzył drzwi.
Kupiliśmy jeszcze jedną kawę, ale tym razem z cukrem. Ta też była niesmaczna, ale pod naporem oczu Adama wypiłam prawie cały kubek.
W samochodzie było ciepło i przyjemnie. Kawa trochę zniwelowała skutki takiej ilości alkoholu, więc nie byłam już tak śpiąca. Miałam tylko nadzieję, że nie będziemy długo bawić u Tonnego. Nie przepadałam za nim, a za jego żona jeszcze bardziej. Była zbyt sztuczna, nie uważałam jej za dobrą kandydatkę na powierniczkę.
Adam nacisnął przycisk dzwonka. Nie musieliśmy długo czekać, prawie natychmiast w drzwiach stanął Tonny. Miał na sobie idealnie skrojony garnitur, a raczej tylko części, bo marynarka już dawno wisiała na oparciu krzesła. Powitał mnie serdecznie jak młodą kuzynkę, a nie żonę swojego znajomego.
- Już myśleliśmy, że nie przyjedziecie – mówił całując mnie w policzki – April jak zwykle zjawiskowa…
- Adam też niczego sobie – za jego plecami pojawiła się Amber. Zaniemówiłam na jej widok. Miała na sobie wściekle różową sukienkę, ale nie wyglądała w niej jak landrynka, tylko jak perfekcyjna gospodyni perfekcyjnego przyjęcia. Spojrzałam na jej idealnie zaczesane w kok włosy, kilka kosmyków okalało jej młodzieńczo wyglądającą twarz. Nawet jej makijaż był nienagannie wykonany. – Kochanie, zaproś gości do środka.
Weszliśmy. Od razu Tonny zdjął mi płaszcz, a Amber wzięła okrycie Adama. Przeszliśmy do salonu, w którym było kilkanaście osób – żadnej nie znałam.
- Czego się napijecie? – kobieta chciała, żebyśmy czuli się jak najlepiej.
- Nie, dziękujemy. April już nie pije, a ja prowadzę – wytłumaczył mój partner. Zmarszczyłam brwi. Dlaczego wcześniej nie zareagowałam na to, że wsiadł za kierownicę pod wpływem? No tak, ja byłam pod większym. Uśmiechem podziękowałam mu za wybrnięcie z sytuacji. Nie chciałam więcej pić, nie po takiej dawce kofeiny.
- Nie będę namawiać. April, może pozwolisz ze mną? Moje koleżanki chętnie cię poznają.
- Będzie mi bardzo miło – odpowiedziałam, ale bez przekonania.
Amber zyskała w moich oczach, na szczęście jej przyjaciółki nie sprawiały wrażenia pustych i reprezentowały sobą wysoki poziom. Na jednym z foteli siedziała dziewczyna, która od razu zwróciła moją uwagę. Na oko miała dwadzieścia lat, na pewno nie więcej niż dwadzieścia pięć. Zastanawiałam się tylko czy była córką jednego z pracowników czy młoda partnerka.
Usiadłam na kanapie, a Amper przedstawiła mnie towarzystwu, nawet nie próbowałam zapamiętać imion nowych znajomych. Po chwili dostałam Cappuccino, o które poprosiłam panią domu. Uwielbiałam ten delikatny smak kawy stłumionej mlekiem.
- Twój mąż jest niebywale przystojny – zaczęła jedna z kobiet.
- Och, Kate ma rację – dodała druga. Skąd one miały tyle energii? Przecież dochodziła już druga, a ja znowu byłam senna. 

W gabinecie Tonnego zgromadzili się mężczyźni, przystojni, dobrze zbudowani, inteligentni, zdolni i gotowi na wszystko. Przybycie Adama wzbudziło niemałe zainteresowanie wśród podpitych już mężczyzn. Wszyscy przedstawili mu się osobiście, Tonny patrzył na to z uśmiechem. Dopiero po wymienieniu uprzejmości podał mu szklankę z bardzo drogą whisky, nie oszczędzał na tym przyjęciu.
Gabinet połączony z obszerną biblioteką nie zmienił się od ostatniej wizyty Adama. Przybyło tylko kilka miejsc, które mogli zająć goście Tonnego. Ortiz, mimo krótkiego stażu i nieznajomości tych ludzi, nie czuł się nieswojo. Jedynie sprawa ostatniego dłużnika nie dawała mu spokoju, a szczególnie to, że nie wiedział czy oni już o tym wiedzą. I skąd wiedziała o tym Lili.
Tak blondynka o pięknych lazurowych oczach na pewno będzie mściła się na nim za zakończenie burzliwego romansu. Westchnął ciężko.
Nie brał czynnego udziału w dyskusji, raczej przysłuchiwał się wypowiedziom innych. Nie pił też dużo. Jednak ten wieczór wciąż rysował się przed nim pod wyraźnym znakiem niepokoju i wiszącej nad nim wizji zwolnienia. Jeszcze bardziej niż utraty posady bał się utraty dobrej opinii, na którą pracował tyle czasu. Wszyscy, którzy znali go choć trochę lepiej, doskonale wiedzieli, że można na niego liczyć w bardzo dyskretnych sprawach. Dopiero po godzinie zaczęli rozmawiać o interesach. Adam słuchał, ale wychodząc musiał ponownie zapytać Tonnego o adres nowego dłużnika.
Odetchnął z ulgą, kiedy około czwartej wszyscy wrócili do salony, gdzie przy winie gawędziły dziewczyny. Nikt nie poruszył tematu jego ostatniego zadania. 

Prawie pisnęłam z radości, kiedy zobaczyłam Adama. Nareszcie skończyła się ta farsa. Mimo, że spędziłam czas w miłym towarzystwie, byłam zbyt zmęczona i nadal zbyt pijana, żeby móc się tym rozkoszować. Wyszliśmy pierwsi, ale nikt nie uznał tego za nietakt. Marzyłam jedynie o tym, żeby położyć się do łóżka. Starałam się nie zasnąć w samochodzie, ale to było silniejsze ode mnie, tym bardziej, że Adam znowu zaczął nucić pod nosem tą samą niezmienną melodię.
Mężczyzna siedział wyprostowany, był zbyt spięty, żeby móc się rozluźnić. Wciąż prześladowało go uczucie upokorzenia i wstydu, chociaż jeszcze nikt, oprócz Lili, nie zarzucił mu nie profesjonalizmu.
Musiał załatwić tą sprawę i to jak najszybciej, ale jeszcze nie dzisiaj.
W domu nie było nikogo. Adam z trudem otworzył drzwi wejściowe, bo w ramionach trzymał śpiącą żonę. Zdjął buty i skierował się do swojej sypialni.
- Kochanie, zaraz będziesz mogła odpocząć – mówił do mnie łagodnie. Znowu czułam się jak lalka w jego silnych rękach. Chociaż nie włączył światła, rozbierał mnie powoli jakby rozkoszując się samych zarysem mojego ciała. Kiedy zostałam w samej bieliźnie, pozwolił mi się położyć i przykrył kołdrą. Wyciągnęłam do niego ręce, ale on pocałował jedynie moje dłonie. Widziałam jak rozpina koszulę, ale zasnęłam kiedy tylko zamknął za sobą drzwi do łazienki. Mimo ogromnego zmęczenia i starań Adama, żeby mnie nie zbudzić, wystarczyło, że położył dłoń na moim ramieniu, a ja już otworzyłam oczy.
- Kochanie, śpij – wyszeptał.
- Która godzina? – zapytałam sennie.
- Po piątej. Przytul się – wtuliłam się w niego. Nie pachniał już alkoholem i papierosami, którymi przesiąkł na tych dwóch imprezach. Kropelki wody spływały z jego włosów. Zamruczałam cicho, kiedy pocałował mnie w czoło.
- Kocham cię, wiesz? – zamknęłam oczy.
- Wiem, kochanie – odparł głosem pozbawionym emocji.
- Skąd wiesz? Przecież ci nie mówiłam – uśmiechnęłam się, ale nie usłyszałam żadnej odpowiedzi. Poczułam tylko jak napina mięśnie.
Wtulona w ramiona męża, omamiona alkoholem  nie mogłam się poruszyć. 

Adam wiedział, że nie powinien tego robić, ale znowu musiał wyjść zanim ktokolwiek to zauważy. Teraz nie musiał się bardzo strać, żeby mnie nie obudzić. Założył jeansy i białą koszulę. Zapinając kolejne guziki zastanawiał się nad planem działania, ale postać spokojnie śpiącej żony skutecznie kierowała jego myśli na inny tor. Patrzył na jej ciało tyko do połowy okryte kołdrą, na jej jasną skórę, piersi przytrzymywane przez czarny stanik. Miał ochotę wziąć ją w ramiona i całować bez końca. Zdziwiła go przemiana jaka w nim zaszła przez ostatnie miesiące. Kochał ją i chciał chronić przed całym światem, wcześniej coś takiego czuł jedynie do Matyldy. Tęsknił za nią, a April miał teraz przy sobie, leżała prawie nago w jego łóżku ze srebrną obrączką na serdecznym palcu.
Wyszedł. Nie przejął się faktem, że w jego krwi nadal był alkohol i wsiadł do samochodu. Pół godziny później był już przed kamienicą gdzie spodziewał się zastać ostatniego dłużnika. Wpisał kod i wszedł do środka. Już na schodach uderzył go zapach nocnej imprezy, więc prawie wbiegł na ostatnie piętro.
Dochodziła już ósma, ale nikt nie przeciął mu drogi, żaden cień go nie minął. Zatrzymał się dopiero przed drzwiami. Wyjął dorobiony klucz i sam sobie otworzył, tylko po przekroczeniu progu zamknął drzwi na zamek. Sprawdził czy ma naładowaną broń i wszedł głębiej. Od razu usłyszał chrapanie, dopiero po dwóch krokach zauważył śpiącego szatyna, a obok niego jakąś blondynkę. Rozłożona kanapa optycznie zmniejszała i tak mały już pokój. Siadając na sfatygowanym, czarnym fotelu rozpiął płaszcz i czekał aż chłopak sam otworzy oczy. Przez ten czas przyglądał się jego partnerce, chociaż leżała odwrócona do niego plecami, uznał, że musi być piękną, młodą kobietą. Skądś kojarzył te lekko falowane włosy, delikatne ramiona.
Nie mógł i nie chciał dłużej czekać. Podniósł się ociężale i wyjął z kieszeni taśmę, żeby zakleić usta kobiecie – nie chciał, żeby ktokolwiek krzyczał. Odwrócił ją delikatnie starając się, żeby nikogo nie obudzić. Zasłonił jej usta, ale zobaczył jej oczy. Jej słodkie, niebieskie oczy, oczy słodkiej Lili. Wzdrygnął się, ona zdążyła tylko jęknąć, nawet nie próbowała się wyrwać. Wiedziała po co tutaj przyszedł i nie była aż tak głupia, żeby mu przeszkadzać.
- Co ty tu robisz? – chłopaka obudził jęk blondynki.
- Nie przypominam sobie, żebyśmy byli na ty – Adam natychmiast przystawił mu broń do czoła. Znieruchomiał. – Prosiłem cię o coś grzecznie, ale ty nie słuchasz, tylko pieprzysz się z… nią – nie przeszło mu przez gardło imię byłej kochanki. Lili nie wyglądała na zaskoczoną, leżała spokojnie patrząc na Adama lodowatymi oczami.
Uśmiechała się.
Intryga – pomyślał.


To już któreś z kolei nominacje, za które serdecznie dziękuję AUTORCE TEGO BLOGA. Oczywiście polecam go wszystkim czytelnikom, warto zajrzeć i zostać na dłużej. Sądzę, że to ostatnie tego typu wyróżnienia, bo już niedługo kończy się moja przygoda z tym blogiem.

Najpierw Liebster Award:

1. Jak zaczęła się Twoja przygoda z pisaniem?
To było bardzo dawno, sama nie wiem dlaczego zaczęłam pisać. Pisałam już w podstawówce, ale to opowiadanie zaczęłam dopiero w gimnazjum (teraz jestem już prawie w 3 liceum – przeglądając stare rozdziały widzę jak zmieniło się mój styl pisania).

2. Spełniło się kiedyś jakieś Twoje marzenie?
Tak, te mniejsze spełniają się dzięki moim przyjaciołom.

3. Jak przeżywasz dołujące dni?
Maluję oczy – wtedy łatwiej mi nie płakać. Piszę o przyjaciela, to naprawdę pomaga.

4. Co sądzisz o transseksualistach?
Ludzie są różni, jeżeli nie narzucają mi swoich wartości, to niech robią co chcą, ale nie podoba mi się kiedy ludzie wychodzą na ulicę i obnoszą się ze swoją innością, bo czy ja chodzę i krzyczę np. że jestem hetero?

5. W jaki sposób zniechęciłabyś do siebie natarczywą osobę?
Ignorowanie, spokojna rozmowa.

6. Jak najczęściej spędzasz sobotnie wieczory?
Odpoczywam. Rozmawiam przez telefon, czytam, uczę się.

7. Twój najzabawniejszy sen?
Nie mam zabawnych snów, raczej złe albo przykre.

8. Jakie jest Twoje ulubione miasto w Polsce?
Nie mam takiego. Uważam, że każde może być urocze jeżeli ma się dużo czasu i wie na co zwracać uwagę.

9. Najlepszy film jaki w życiu obejrzałaś, to...?
Ciężko powiedzieć, oceniam filmy sugerując się książkami na podstawie których zostały zrealizowane, więc niezmiennie jest to „Ojciec Chrzestny”, ale tylko pierwsza część.

10. Jak spędzisz resztę wakacji?
W domu, będę czytać, dokończę opowiadanie i zacznę się uczyć.

11. Ile masz lat? :D
Już osiemnaście. 
 
Teraz Versatile Blogger Award i kolejne fakty o mnie:
 
1. Mój chłopiec ma na imię Adam i mam nadzieję, że tego nie czyta.
2. Na lewym nadgarstku noszę potrójna, czarną wstążkę.
3. Do pisania często motywują mnie (oprócz komentarzy) sny.
4. W życiu nie zapaliłam papierosa.
5. Czasami żałuję, że obdarzyłam głównych bohaterów opowiadania nadprzyrodzonymi zdolnościami.
6. Codziennie przed wyjściem do szkoły piję kubek owocowej herbaty bez względu na porę roku.
7. Uwielbiam mieć wszystko poukładane, chociaż częściej w moim otoczeniu panuje nieporządek.

Cóż powiedzieć - przestałam systematycznie pisać i tym bardziej cieszę się, że mam jeszcze jakieś komentarze pod postami. Nie będziecie się musieli już męczyć z historią Adama i April - jeszcze jeden rozdział.

Pozdrawiam i ściskam.
Wasza A .

wtorek, 5 sierpnia 2014

Rozdział XVIII


 
 
 
 
 
 
Dzieciństwo już odeszło, dorosłość jeszcze nie nadeszła, nastał dziwny okres pomiędzy tymi stanami.
Trzymałam w dłoni podwójny bilet do najlepszego klubu w mieście na zabawę sylwestrową. Rzuciłam krótkie spojrzenie w stronę nowej sukienki, w której miałam pojawić się u boku mojego męża w miejscu regularnie odwiedzanym przez jego bogatych znajomych. Podobała mi się swoboda z jaką została zorganizowana ta impreza – mężczyźni musieli mieć marynarki, a kobiety sukienki, przy czym osoby w maskach mogły zamawiać drinki w połowie ceny.
Z tego co wiedziałam Gabe miał wyjść gdzieś ze swoimi nowymi kumplami, a Justin zaprosił Catrine. Miałam nadzieję, że między nimi będzie coś więcej niż przygodny seks. Bastian nikomu nie opowiadał się co do swoich planów.
Kiedy byłam już gotowa, Adam wszedł do mojego pokoju. Spojrzał na mnie z podziwem, jakby wzrokiem obejmując moje odsłonięte ramiona, głaszcząc smukłe nogi i całując spragnione usta.
- Nadal nie wiem dlaczego nie chcesz przenieść się do mojej sypialni – podał mi szpilki.
- Rozmawialiśmy o tym, tak jest wygodniej, noce i tak spędzam u ciebie.
Przysunęłam się do niego, ale nie po to, żeby go pocałować, tylko schować wejściówki do wewnętrznej kieszeni jego jasnej marynarki. Mimo, że od spalenia lasu minął tydzień, nie mogłam pozbyć się wyimaginowanego zapachu spalenizny. Kiedy Adam wrócił tamtej nocy zapach był tak silny, że kazałam mu wziąć godzinny prysznic. A potem i tak po jednym pocałunku wróciłam do swojej, pachnącej wrzosowiskiem, sypialni.
Nie pytałam czy się udało. Nie chciałam wiedzieć.
- Słyszałem, że Julia też tam będzie – przepuścił mnie w drzwiach na korytarz. – Swoją drogą skąd ona wzięła tyle kasy.
- Nie ona, tylko jej nowy facet. Cześć Justin – pożegnałam się z najstarszym demonem. Adam podał mu rękę, pomógł mi założyć płaszcz i otworzył przede mną drzwi. – Wiem tylko, że jest lekarzem.
- Czyli jest starszy – podsumował mój mąż.
- Tak jak ty ode mnie – wsiadłam do samochodu i od razu zdjęłam szpilki. – Nie oceniaj jej. Z tego co wiem to poważny mężczyzna – żeby odwrócić jego uwagę od tego tematu założyłam czarną maseczkę z cyrkoniami dookoła oczu, którą kupiliśmy specjalnie na tą okazję. Adam miał podobną, tylko skromniejszą.
- Masz piękne oczy – pocałował mnie w usta.
- To nasz pierwszy Sylwester razem – westchnął z nutką nostalgii w głosie. Nie wiedziałam za czym tęsknił. Spojrzałam na bransoletkę z białego złota, którą mi kupił. Na wewnętrznej stronie grawer wyrył „Do końca razem A. A. O.”. Tą cenną błyskotkę chciałam nosić tylko na specjalne okazje, a taki sylwester zdarza się tylko raz. Adam zauważywszy, że przyglądam się ozdobie, ujął moją dłoń i pocałował ją z szacunkiem i czułością.
W klubie było dosyć duszno i tłoczno, chociaż jeden bilet kosztował przeciętną miesięczną pensję. Założyliśmy maseczki i na dobry początek wieczoru zamówiliśmy drinki. Po drugim łyku poczułam jak alkohol rozluźnia moje mięśnie. Położyłam mu rękę na ramieniu i wzrokiem zachęciłam, żebyśmy wyszli na parkiet, chciałam się dobrze bawić. W trakcie piosenki zauważyłam Julię w towarzystwie przystojnego, choć mało umięśnionego lekarza. Jednak nie przestaliśmy tańczyć. Adam był świetnym tancerzem, prowadził pewnie i nie przestawał na mnie patrzeć. Kiedy przycisnął mnie mocno do siebie miałam ochotę znaleźć się z nim sam na sam. Położyłam dłonie na klapach jego idealne skrojonej marynarki.
Po trzech piosenkach dosiedliśmy się do stolika, który zajęli nam Julia i jej nowy partner.
- April, Adam, to jest Harry – przedstawiliśmy się sobie i zamówiliśmy nowe drinki. Moja przyjaciółka miała na sobie zieloną sukienkę, maseczkę w podobnym odcieniu i wysoko spięte włosy. Harry właśnie rozpiął czarną marynarkę. Z bliska wyglądał jeszcze lepiej, szczególnie kiedy poprawiał swoje jasne włosy.
Sądziłam, że mój mąż będzie bardzo nieprzyjemny dla nowego znajomego, ale myliłam się – był miły i płynnie przechodził z tematu na temat. Nie chcieliśmy zostawiać pełnych szklanek, więc dopiliśmy i wróciliśmy na parkiet. Adam nie miał nic przeciwko, żebym zatańczyła z Harrym, a on z uśmiechem obracał Julię. Julia chyba zrozumiała, że Adam i Bastian to nie ta sama osoba i nie może winić mojego męża za kłopoty, w jakie wpadła Kelly. A Adam? On się zmienił.
- Długo znasz Julię? – zagadał w czasie tańca. Oczywiście bawiąc się z nim byłam bardziej powściągliwa i pozwalałam sobie na mniej niż Adamem.
- Jakieś cztery miesiące. Poznałyśmy się w szkole – rozmawialiśmy bardzo ogólnie, ale wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Spodobał mi się jego naturalny i lekki sposób życia, chociaż praca wymagała od niego skupienia i ogromnego zaangażowania.
Po dwóch piosenkach zamieniliśmy się partnerami. Brakowało mi mojego męża, jego zapachu i silnego ramienia. Nachylił się nade mną i szepnął:
- Tak pięknie wyglądasz – i zanim zdążyłam odpowiedzieć obrócił mnie, tak że przywarłam plecami do jego torsu. Nagle poczułam jak napięły się jego mięśnie. Nie zauważyłam jednak, że jego wzrok odnalazł w tłumnie ponętnie tańczącą Lili. Natychmiast odwrócił mnie przodem do siebie i całując mnie namiętne zapobiegł zadawaniu jakichkolwiek pytań. Przeprosił mnie na chwilę tłumacząc, że musi zadzwonić – nie skomentowałam tego. Kiedy tylko zniknął, jakiś mężczyzna poprosił mnie do tańca. Zgodziłam się, a potem tańcząc jeszcze z kilkoma przypadkowymi facetami, odpowiadając na kilka pytań na mój temat, przestałam zastanawiać się gdzie zniknął mój mąż. Dwa następne drinki pomogły mi jeszcze bardziej się rozluźnić. 

Adam złapał Lili za ramię i prawie siłą wyciągnął ją z lokalu. Ta zanosiła się tylko śmiechem ignorując jego poważny ton.
- Masz papierosa? – oparła się o barierkę przed klubem. Zachowywała się jak nastolatka na pierwszej dorosłej imprezie bez kontroli rodziców.
- Nie mam – prawie krzyknął.
- Zajmujesz się działalnością charytatywną, a jednej fajki skąpisz? – przechyliła się przez barierkę.
- Co? Spójrz na mnie – złapał ją mocniej zmuszając do spojrzenia mu w oczy.
- Dziwisz się? Wieści bardzo szybko się rozchodzą, a zresztą zostaw mnie, przyszłam się tu zabawić, a nie się z tobą szamotać – wyrwała mu się.
Nic nie odpowiedział, tylko pozwolił jej wrócić do środka. Jeżeli Lili dzisiaj wiedziała co zrobił, to tym bardziej wiedział o tym Tonny, a to oznaczało tylko jedno – koniec z posadą jego osobistego ochroniarza, a co najważniejsze dobrego zdania na temat jego skuteczności. Do północy jeszcze ponad dwie godziny, więc wykonał kilka telefonów i bez problemu namierzył winowajcę całego zajścia. Nie chciał psuć wieczoru Tonniemu, ale musiał się z nim skontaktować.
- Dobry wieczór. Hmm… chciałem ci i oczywiście Amber złożyć życzenia…
- Adam? Dziękuję. Może wpadniecie do nas? Amber zorganizowała małe przyjęcie.
- Chętnie byśmy przyszli, ale jesteśmy w klubie, April bardzo dobrze się bawi, proszę nie zrozumieć mnie źle – jego szef albo nie dawał po sobie poznać, że już wie, albo żadne wieści jeszcze do niego dotarły.
- Ależ nie ma problemu, możecie przyjechać nawet o drugiej – zaśmiał się do telefonu.
- Myślę, że będziemy jeszcze przed pierwszą – uprzejmie podziękował za zaproszenie.
Postanowił, że przełoży wymierzanie sprawiedliwości, ale miał już plan.
Poczuł przeszywający go grudniowy chłód, więc wyciągnął ze srebrnej papierośnicy papierosa, żeby rozgrzać usta. Uspokoiwszy się trochę, rzucił niedopałek na chodnik i dołączył do znajomych. Nawet widok żony w objęciach innego mężczyzny nie zdołał wyprowadzić go z równowagi.
- Przepraszam – objął mnie od tyłu – musiałem coś załatwić. Dziękuję, że zajął się pan moją żoną – zwrócił się do mojego tanecznego partnera, ten u uśmiechem i rękami ułożonymi w pokojowym geście wycofał się.
- Kochanie, dziękuję, że mnie tutaj zabrałeś – pocałowałam go namiętnie.
- O drugiej jedziemy do Tonnego i Amber.
- Dobrze, chcę się dzisiaj dobrze bawić, więc bądź tak dobry i przynieś mi drinka.
- Mam nadzieję, że nie chcesz się upić – szepnął mi do ucha, ale powiedział to takim tonem jakby proponował mi wspólną noc. Jęknęłam cicho, kiedy złapał mnie mocniej i jeszcze raz pocałował. Po chwili siedzieliśmy już przy barze, bo wszystkie stoliki były zajęte. Może Adam miał rację, że nie powinnam tyle pić, ale ja potrzebowałam tego rozluźnienia jakie powodował alkohol.
- April, chodź zadzwonimy do Kelly – moja przyjaciółka pociągnęła mnie za rękę, na szczęście Adam widząc w jakim jestem stanie, przytrzymał mnie nie pozwalając upaść. Te stołki barowe były strasznie wysokie.
- Świetny pomysł – mojego męża wyraźnie ucieszył widok Julii i przystojnego Harrego. – Przewietrzysz się trochę, tu jest za gorąco – puścił oczko do lekarza.
Pomógł mi wyjść na zewnątrz, na szczęcie była tam stalowa barierka o którą mogłam się oprzeć. Momentalnie zrobiło mi się zimno, to chyba przez duża dawkę alkoholu. Julia wybrała numer do Kelly, sądząc po jej głosie, obudziłyśmy ją, ale i tak ucieszył ją nasz telefon. Cała nasza czwórka złożyła jej serdeczne życzenia, jej i oczywiście dzieciątku, były trochę bełkotliwe, trochę niezrozumiałe, ale na pewno wyjątkowe. Pomyślałam o Adamie, o tym jak bardzo chce mieć dziecko, ale ja nie byłam tak wspaniałomyślna, nie byłam jeszcze gotowa na ciążę, a szczególnie z nim. Kochałam go, ale nie wiedziałam czego mogę się po nim spodziewać. A gdyby zrobił krzywdę dziecku? Odgoniłam te myśli.
Wraz z salwą fajerwerków, które obwieszczając Nowy Rok na chwilę zagłuszyły muzykę, w mojej głowie rozpętało się piekło. Potęgował je każdy kolejny drink, a ja tańczyłam prawie bez przerwy. Właśnie takiego Sylwester chciałam zapamiętać, chociaż i tak nie pamiętałabym dużo.
Adam nie zwracał na to uwagi, tylko proszony o pieniądze wkładał mi je do ręki albo sam zamawiał alkohol. Czułam się wspaniale, oczywiście pomijając fakt, że coraz łatwiej traciłam równowagę, jednak miałam przy sobie przyjaciół i cudownego męża. Czułam się szczęśliwa.
- Kochanie, musimy już wychodzić – Adam zerknął na zegarek.