czwartek, 9 października 2014

Rozdział XX







Nie miał zamiaru przegrywać w tej rundzie, wystarczyło, że lada chwila przegra własne życie. Załamał się uświadamiając sobie, że życie straci też jego ukochana. Dlaczego miałby nie zabijać Lili? To ona zasiała ziarno zwątpienia w jego martwym sercu. Mały kiełek zaskakująco szybko urósł do niewyobrażalnych rozmiarów. Musiał interweniować zanim ktoś inny zrobi to za niego.
- Pomogłem ci, a ty tak mi się odpłacasz? – mówił spokojnie nie zwracając uwagi na kobietę.
- Nikomu nie powiedziałem.
- A ona? – wskazał lufą na śliczną blondynkę.
- Jej ufam – odparł stanowczym tonem.
- Za głupi jesteś – westchnął i w tym samym momencie nacisnął na spust. Krew i kawałki roztrzaskanej czaski pomieszane z jego mózgiem rozprysły się po pościeli. Przerażona Lili zerwała taśmę z ust, ale nie zdążyła nawet ich otworzyć, żeby wezwać pomoc. Padł drugi strzał, także zdławiony przez tłumik. Kobieta dostała w klatkę piersiową. Krew obficie sączyła się ze śmiertelnej rany, targały nią ostatnie przedśmiertelne drgawki. Nikt nie mógł już nic zrobić. Adam jeszcze przez chwilę patrzył jak gorąca krew plami i wsiąka w jasnozieloną pościel, jak barwi jej blond włosy. Pochylił się nad nią, żeby odgarnąć jej loki i złożył pocałunek na jej policzku.
- Teraz śpij maleńka.
Wyszedł. A raczej zniknął. Nikt go nie widział, nikt nie będzie podejrzewał. Jednak zamiast prosto do domu pojechał do lasu, który tak dobrze znał. Oprócz zgliszcz ukrytych pod cienką warstwą świeżego śniegu, nie było tam nic. Zatrzymał się i żeby się uspokoić wziął spory łyk z piersiówki, po czym wysiadł, żeby zapalić papierosa. Mroźne powietrze nie otrzeźwiło go, a zaciąganie się dymem nie odsunęło myśli od podwójnego morderstwa. Zabił ją bez powodu, na tle osobistym. Nie mógł łączyć pracy z życiem osobistym. Zabił ją z zazdrości, z strachu, dla przyjemności. Zabił ją, bo mógł. Odrzucił myśl o żalu, żal był dla głupców.
Dokończył papierosa i wsiadł z powrotem zamiarem powrotu do domu i zakończenia innych, ważniejszych spraw. Na pewno jutro Tonny dowie się o śmierci tego idioty. Nikt nie pochyli się nad losem Lili.
Adam zajrzał do schowka – obok książki, która należała do Matyldy wciąż leżało małe, tekturowe pudełko z jego danymi i adresem. Odebrał je już dawno temu, ale nigdy nie był aż tak pewny, że należy je otworzyć. 

Obudziło mnie ciche szuranie, chociaż pękała mi głowa, od razu domyśliłam się, że to Assassino szuka towarzystwa. Zwlekłam się z łóżka i w puściłam go do środka, ten położył się w miejscu, w którym jeszcze przed chwilą leżałam i spojrzał na mnie tymi swoimi wielkimi oczami. Mimowolnie się uśmiechnęłam, byłam jedną z nielicznych osób, które uśmiechają się na widok tego psa. Nawet nie próbowałam go przesunąć, tylko położyłam się obok niego. Ciekawe gdzie podziewał się jego pan. Rozejrzałam się po sypialni – Adama też nie było. Czego ja się mogłam spodziewać? Jego nigdy nie ma.
- April, kochanie, już wstałaś? – stanął w progu. – Ej, Assassino idź do siebie, to nie jest twoje posłanie.
- Już myślałem, że znowu poszedłeś załatwiać jakieś ważne sprawy – westchnęłam podnosząc się na łokciach. Mój mąż wyglądał elegancko jak zawsze. Idealna błękitna koszula, pasek, zegarek. Zauważyłam, że w ręku trzyma mój kubek.
- Zjeżdżaj stąd – pociągnął psa za obrożę – znowu będę miał wszystko w jego sierści, kochanie mówiłem, żebyś go nie wpuszczała.
- Ale ciebie znowu nie było – tłumaczyłam się tonem małej dziewczynki.
- Bo robiłem mojej żonie Cappuccino – zamknął drzwi za zwierzakiem, po czym podał mi kubek i usiadł obok. – Nie często ci to mówiłem, ale jesteś piękna, idealna – pocałował mnie w policzek.
- Musiałeś od rana pić? – natychmiast wyczułam zapach alkoholu. Odłożyłam kubek, chociaż upiłam ledwo dwa łyki. – Powiesz mi dlaczego już się ubrałeś?
- Bo dochodzi dziesiąta – powiedział lekko.
- Adam… powiedz mi coś więcej. Zabiłeś kogoś? – wpatrywałam się w niego, ale on nawet nie drgnął. Nie musiał mówić, brak reakcji był wystarczającą odpowiedzią. – Mam nadzieję, że to nikt z moich znajomych – zmusiłam się do mało śmiesznego żartu.
- Nie, to nie byli twoi znajomi – Lili na pewno nie, a jego przecież nikt nie znał. Poprawił mankiety koszuli, był zmuszony założyć nową po tym jak krew rozpryskując się po pokoju zabrudziła tą białą.
O nic więcej nie pytałam. Przytuliłam go tylko do siebie, czułam jak bardzo męczą go takie spotkania, jak nieudolnie ukrywa napięcie mięśni, jak zamyka się w sobie.
- Nie zdjęłaś jej jeszcze – spojrzał na bransoletkę zdobiącą mój nadgarstek.
- Nie – odsunął się ode mnie tak, żeby móc na patrzeć mi w oczy. Po kilku sekundach jego wzrok spoczął na moich piersiach. Instynktownie zakryłam je ramionami, ale mojego męża rozśmieszyła ta reakcja.
- Nie wstydź się mnie – powiedział łagodnie wyciągając ręce do delikatnych haftek na moich plecach – jesteś moją żoną, moim szczęściem. Chcę widzieć cię całą.
- Jakoś dziwnie się zachowujesz – patrzyłam na niego podejrzliwie, co jednak nie przeszkodziło w rozpięciu mojego stanika.
- Dziwnie, bo pragnę mojej żony? – nie zdążyłam odpowiedzieć, bo już mnie całował. Nie mogłam mu się oprzeć, nie chciałam. Jego pocałunki były jeszcze bardziej zachłanne niż zwykle, jeszcze bardziej gorące. Sama nie wiem, kiedy zaczęłam rozpinać kolejne guziki jego koszuli. Podniecało mnie to jeszcze bardziej, po chwili z trudnością rozpięłam skórzany pasek.
- Jesteśmy sami? – chciałam się upewnić. Uwodzicielsko przygryzłam wargi.
- Tylko ja, ty i ten kundel – położył mnie na plecach. Pocałunkami pieścił moje odsłonięte ramiona, rozkoszował się moim ciałem. – Jesteś taka cudowna, uwielbiam twoją skórę… jest taka… delikatna i gładka – zachwycał się, a ja słuchałam go coraz bardziej zdumiona. Kolejne pocałunki stopniowo budziły moje pożądanie, każdy dotyk potęgował je jeszcze bardziej, a dotykał mnie tak, jakby robił to pierwszy raz. Pieściliśmy się powoli, pozwoliłam narzucić mu jego tempo. Nigdy nie przeszkadzało mi to, że to mój mąż szeptał mi co mam robić.
- Adaś, nie, jeszcze nie – przerwałam mu kiedy chciał zdjąć moje obrzydliwie drogie majteczki – przytul mnie mocno – zrobił to, o co go poprosiłam. Tulił mnie do siebie całując moje rozdygotane podnieceniem usta.
To była jedna z najlepszych chwil, które spędziliśmy razem w łóżku.
- Mam dla ciebie propozycję – zaczął, kiedy leżeliśmy obok siebie.
- Na co masz ochotę? – oparłam się skrzyżowanymi ramionami o jego nagą klatkę piersiową.
- Chodź do samochodu – podekscytowany zerwał się z łózka. Oniemiała patrzyłam jak ubiera się w pośpiechu, kiedy tylko zapiął spodnie rzucił mi swoją koszulę. – Idź do swojego pokoju po jakieś ubrania, ale najpierw załóż coś na siebie, nie chcę, żebyś chodziła po domu… tak – z uśmiechem wskazał na moje ciało.
- Hmm… – westchnęłam, ale wzięłam koszulkę i wstałam – pomożesz mi się ubrać?
- Kotek, nie mamy czasu – zarzucił mi ją na ramiona i zapiął tylko trzy guziki. Po chwili w duchu podziękowałam mu za to, że kazał mi się ubrać.
- O, Bastian – krzyknęłam widząc jak chłopak przemyka się korytarzem.
- April? Kochanie, chodź na chwilę – pociągnął mnie za ramię. Wydawał się w ogóle nie zwracać uwagi na to, jak jestem ubrana.
- Nie możemy porozmawiać później? – jęknęłam próbując się wyrwać. – Adam na mnie czeka.
- Przepraszam, nie sądziłem, że jesteś zajęta – spojrzał mi w oczy. Sebastian też był podekscytowany, widziałam to w jego rozszerzonych źrenicach otoczonych ciemnymi tęczówkami. Poszłam za nim i posłusznie usiadłam na krawędzi jego niepościelonego łóżka, wciąż starałam się zasłaniać koszulą jak najwięcej, kiedy mówił zapięłam resztę białych guziczków. – Rozmawiałem z Kelly. Nie chciała mnie wpuścić, ale w końcu zgodziła się zobaczyć się ze mną. Nie było jej rodziców… pozwoliła mi się dotknąć…
- Zrobiłeś jej krzywdę? – podniosłam głowę.
- Nie, powiedziałem, że zaopiekuję się naszym dzieckiem – uklęknął, żeby wziąć moje dłonie w swoje.
- Waszym? Nic nie rozumiem, jeszcze miesiąc temu nie chciałeś jej znać – wstałam.
- Ale to jest moje dziecko, ona może mnie już nie kocha – wyczułam te delikatne załamanie jego głosu – ale to dziecko, ono musi mnie kochać.
- Co się tu dzieje? – Adam bez pukania wtargnął do jego sypialni. Wściekłość, zniecierpliwienie i zazdrość błyskały w jego oczach, tym bardziej, że zastał nas w takiej pozycji. Kilka niecenzuralnych słów skierował do przyszłego ojca. Wystarczyło jedno szybkie spojrzenie, a Adam przeprosił mnie – April, chcę pomówić z nim na osobności – wiedząc, że zapowiada się poważna rozmowa, wyszłam, ale usłyszałam jeszcze jedno zdanie adresowane do Bastiana i jego krótką odpowiedź – w końcu zachowałeś się jak mężczyzna.
- Zrobię z niego rasowego zabójcę.
Szybko założyłam pierwsze lepsze ciuchy, które znalazłam w szafie. Myślałam, że ta męska rozmowa potrwa dłużej, ale Adam już czekał na mnie w korytarzu i bez słowa pociągnął mnie do samochodu, nie pozwolił mi nawet założyć płaszcza. Przekręcił kluczyk w stacyjce, żeby móc włączyć klimatyzację.
- Zajrzyj do schowka – intensywnie się we mnie wpatrywał. Z lekką obawą uchyliłam małe drzwiczki. W środku była książka, bez zastanowienia wzięłam ją do ręki.
- Zamczysko w Otranto? To chyba bardzo stare – nie pokusiłam się nawet o przejrzenie pierwszych stron.
- Nie – natychmiast mi ją zabrał, zdenerwował się. – To pudełko.
Rzeczywiście, dalej było małe zapieczętowane pudełeczko opatrzone nazwiskiem i adresem mojego męża. Wzrokiem pozwolił mi je otworzyć. Najpierw przeczytałam notatkę „To jest to, o co nie śmiała poprosić mnie twoja żona. Josh.” Pod kartką, w dwóch oddzielnych woreczkach zapakowane były dwie czarne pigułki.
- Adam, nie rozumiem – rozchyliłam wargi w nadziei, że udzieli mi rzeczowej odpowiedzi.
- Popełniłem bardzo duży błąd, pomogłem komuś – patrzył przed siebie zamiast na mnie – i teraz to odwróciło się przeciwko mnie. Tutaj nie ma już miejsca dla mnie. Josh powiedział mi, że chcesz być normalna.
- Tak, ale… Adam, dlaczego mówisz do mnie w ten sposób? Mam uwierzyć, że po połknięciu tej małej tabletki przestanę słyszeć te przeklęte głosy, a ty nie będziesz już widział przyjemności w zabijaniu?
- Tak, tylko… jest jeden problem, bo te tabletki… one… nie są sprawdzone – w końcu odwrócił głowę w moją stronę – kochanie, zrozumiem jeśli powiesz nie. Mam je od dwóch tygodni.
- Skąd Josh wiedział, że właśnie po to do niego przyjechałam? – czułam jak przechodzą mnie dreszcze.
- Bo to Josh. Ja tylko nie wiem jak będzie po…
- Chcesz to zrobić? – zapytałam jak najbardziej poważnie. – Ja cię kocham, ale to życie… też je pokochałam. Co jeśli się nie uda? A jeśli ja nadal będę miała dziewiętnaście lat, a ty trzysta?
- Właśnie tego się obawiam – westchnął.
- Pocałuj mnie – czułam jak podczas tego pocałunku rozluźniają się jego napięte mięśnie. – Nie zrobimy tego. Jeszcze nie teraz – dodałam. Wciąż trzymałam dłonie na jego policzkach. – Za bardzo cię kocham, żeby to narażać. Pomogłeś komuś i?
- Moja praca, ja… oddałam dług jednego faceta zamiast odebrać od niego tą kasę za wszelką cenę. dowiedziała się o tym jego dziewczyna, ale dzisiaj rano… zabiłem ich obydwoje – szeptał.
- Adam, spójrz na mnie, Adam… czy ktoś oprócz nich wie, co zrobiłeś? Nie myśl o tym teraz, a ja przechowam te tabletki do… do następnego razu.
- Nie będzie następnego razu – powiedział stanowczo. Zabrał mi jedną i połknął nawet nie popijając. Bez zastanowienia zrobiłam to samo. – Jeżeli przez najbliższe kilka minut nie umrę, to… – nie dokończył, jego ciałem targały drgawki, oczy prawie zapłonęły. Mój organizm zareagował podobnie. Po chwili napad i ból minął.
- Przepraszam, kim pan jest? – zapytałam przystojnego mężczyznę siedzącego za kierownicą.
- Nie wiem kim pani jest, ale chyba panią kocham – prawie siłą przycisnął mnie do siebie i fanatycznie całował moje usta.

Koniec. Najwytrwalsi dotrwali aż do tego momentu i właśnie tutaj kończy się historia April i Adama, chociaż można było by pociągnąć to jeszcze przez co najmniej 100 stron. Będzie mi tego brakowało, ale uznałam, że już czas - klasa maturalna. Znając życie niedługo znowu zacznę pisać, bo za bardzo to kocham, ale tym razem nie będę tego publikować i tak nie pisałam regularnie.
Mam nadzieję, że zakończenie nie jest takie złe, nie chciałam zabijać ani Adama, ani April, więc zabiłam nieznajomego szatyna i Lili.
Pozdrawiam i ściskam, wasza A .
 

6 komentarzy:

  1. Heej. Tak bardzo mi smutno, że to już koniec :(
    Bardzo lubiłam to opowiadanie. Było takie inne w pozytywny sposób i niezwykle ciekawe.
    I Ty, Ty która piszesz w taki magiczny sposób. Masz niezwykły talent i mam nadzieję, że wykorzystasz go, tworząc kolejne opowiadanie. Jesteś moim autorytetem <3
    Co do tego ostatniego rozdziału. Bardzo mi się podobał.
    To taka jakby historia bez końca, bo można ją jeszcze dalej rozwinąć. Ale mimo wszystko zakończyłaś to w ciekawy sposób.
    Już się bałam, że oni się zabiją. Że po tych tabletkach umrą. Ale na szczęście do tego nie doszło.
    Dobrze, że nie zdecydowałaś się na uśmiercenie bohaterów.
    Trochę rozumiem zabójstwo Adama. Co prawda połączył nieco spraw prywatnych z pracą, ale nie jestem na niego zła.
    No i Bastian, chyba się chłopak obudził. Bardzo się z tego cieszę. Wierzyłam w to, że gdzieś w głębi jergo serca kryje się dobry chłopak.
    Mam nadzieję, że zaczniesz pisać nowe opowiadanie. Rozumiem, że teraz musisz się skupić na maturze. Życzę więc sukcesu na maturze, no i gratuluję związku. Cieszę się, że jesteś szczęśliwa.
    Uwielbiam Cię i będzie mi Ciebie brakować :(
    Buziaki, Twoja wielka fanka - Maarit :* <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Heh, szkoda że to już koniec...no trudno wszystko co dobre zawsze się kończy..

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałam parę zdań i bardzo podoba mi się twój styl pisania:) Jak będe miała trochę czasu( może w ferie) to przeczytam od 1 rozdziału :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Naprawdę fajny blog :D Bardzo dobrze się go czyta ^^


    ZAPRASZAM!!:
    http://you-must-found-me.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Chciałabym zaprosić do zapoznania się z moim blogiem. Jest on w dojść nietypowej tematyce, jednakże jest to moja historia, z którą chciałabym się podzielić. Nie robię tego, by wzbudzić jakieś współczucie, bo to nie o to chodzi. Sama daję sobie z tym wszystkim radę. Bardzo bym chciała, aby ten blog był dla innych oparciem, dla osób, które doskonale wiedzą o czym piszę, co czuję. W ten sposób będą mogli uchronić się przed popełnieniem najgorszych błędów…


    Zapraszam : http://bol-ktorego-nie-zapomnisz.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń