
Obudziłam się, ale ze względu
na brak okna nie byłam w stanie ocenić, która jest godzina. Nie słyszałam
niczego oprócz monotonnego szumu wiatru. Przeciągnęłam się, ale nie miałam
zamiaru wstawać z łóżka. Kolejny sen nie pozwalał mi spokojnie spać i chociaż
to nie był koszmar z serii tych, które nawiedzały mnie, kiedy mieszkał z nami
Alex, nie mogłam przestać o nim myśleć. Z braku innego zajęcia poszłam go
łazienki, gdzie spędziłam ponad godzinę. Chłodna kąpiel nieco mnie orzeźwiła,
ale nadal byłam podenerwowana. Stanęłam przed obszerną szafą i tak jak zawsze
miałam ten sam dylemat – czarna bluzka czy czarna bluzka? Wybrałam ciemne,
dżinsowe rurki i czarną bluzkę z długimi, koronkowymi rękawami.
Tak jak myślałam ani na
korytarzu, ani w kuchni nie natknęłam się na nikogo. Bez pośpiechu zrobiłam
sobie śniadanie i jeszcze wolniej przełykałam kolejne kęsy. Przez chwilę
wpatrywałam się w pusty już talerz i nie miałam co ze sobą zrobić. Każdy z
demonów miał swoje zajęcia, dokądś się spieszył, a ja? Ja mogłam dwie godziny
jeść śniadanie i nie zwróciłoby to niczyjej uwagi. Odłożyłam brudne naczynia do
zlewu i zaczęłam bez celu przechadzać się po domu.
Usiadłam przy stole w jadalni,
gdzie zawsze odbywały się „rodzinne” kolacje. Nieruchomo czekałam na nadejście
któregokolwiek z mężczyzn. Mijały minuty wydając mi się co najmniej
godzinami...
- Już wstałaś – odwróciłam się.
W progu stał Bastian. Miał na
sobie tylko granatowe bokserki, a w prawym ręku trzymał talerz wypełniony
gorącą jajecznicą. Odwróciłam głowę, a on usiadł na przeciwko mnie. Włosy
zasłoniły mi oczy.
- Długo już tak siedzisz? Jest
dopiero po siódmej – mówił w
przerwach pomiędzy przełykaniem kolejnych kęsów.
Nie odpowiedziałam, więc on
mówił dalej:
- Masz jakieś plany na dzisiejszy
dzień? – uśmiechnął się do
mnie beztrosko.
- A jakie ja mam mieć plany,
kiedy nie pozwalacie mi wyjść samej z domu? –
zdenerwowałam się i wstałam od stołu. Obeszłam go dookoła i oparłam się
ramionami o krzesło, na którym siedział chłopak.
- Nie rób scen, kto cię teraz
tu trzyma? Teraz jesteś jedną z nas i możesz robić, co tylko chcesz.
- Więc ja chcę jechać na zakupy – usiadłam po jego lewej stronie.
- Teraz? – nie był zadowolony z mojego pomysłu.
– Po co? Masz przecież pełno
ciuchów.
- Tak, ale wszystkie są czarne.
Zobacz co ja mam na sobie – odgarnęłam włosy.
- Ładnie wyglądasz, sam
wybierałem tą bluzkę. Co z tego, że jest czarna? W czarnym ci do twarzy, a po
drugie czarny wyszczupla –
zaśmiał się.
- Uważasz, że powinnam
schudnąć? – udałam obrażoną.
– Zawieziesz mnie? – zrobiłam maślane oczy.
- Co będę z tego miał? – odsunął od siebie pusty już talerz.
– To samo, co Adam?
- Słucham? – nie do końca wiedziałam, co ma na myśli.
- Nie udawaj, przecież wszyscy
wiemy, że dzisiejszą noc też spędziłaś w jego pokoju – uśmiechnął się szeroko pokazując
przy tym szereg białych zębów.
Zdenerwował mnie jeszcze
bardziej. Dopiero po kilku sekundach uświadomiłam sobie, że nie powinnam być
zła na nikogo, przecież to ja sama poszłam do jego sypialni. Znowu zrobiłam
coś, nie myśląc o konsekwencjach. Miałam dość bycia postrzeganą jako dziewczyna,
która prześpi się z każdym. A do tego Adam już wcześniej powiedział mi, że
między nami nigdy nic nie będzie, a mnie coś do niego ciągnęło.
- Nadal chcesz jechać na te zakupy? – Bastian wstał od stołu.
- Oczywiście. Myślałeś, że tak
łatwo mnie zniechęcić?
- Jeśli tak bardzo chcesz.
Poczekaj może się ubiorę – powiedział z sarkazmem w
głosie.
- Dla mnie mógłbyś jechać nawet tak,
do twarzy ci bez koszulki –
komplement błyskawicznie poprawił mu humor.
Uśmiechnął się i na chwilę
zostawił mnie samą. Wyniosłam naczynia do kuchni i oparłam się o zimny zlew.
Byłam zadowolona z tego, że to właśnie Bastian będzie mi towarzyszył. Nie
przepadałam za zakupami, ale w końcu chciałam zrobić coś innego, niż tylko
ciągłe siedzenie w domu. Słysząc kroki odwróciłam się szybko, spodziewałam się
zobaczyć Bastiana, ale metr ode mnie stał Adam.
- Czy w wszyscy musicie chodzić po
domu w samej bieliźnie? –
odwróciłam się, nie chciałam patrzeć na niego w obawie, że znowu mogłabym
zrobić coś, czego będę żałować.
- Ty też...
- Nie kończ, wiem o co ci
chodzi – przerwałam mu, ale
uśmiechnęłam się pod nosem.
On usiadł na chłodnym blacie i
włożył sobie do ust kawałek szynki, którą wcześniej wyjął z lodówki Bastian.
- Nie możesz zrobić sobie
normalnej kanapki? –
schowałam jedzenie do lodówki i starłam okruszki chleba.
- Mam ochotę na coś innego – zamruczał przysuwając się do mnie.
- Żebyś znowu miał czym się chwalić
przed kolegami? – zapytałam z
wyrzutem w głosie.
- Co? – zmarszczył brwi. – Ja nic nie mówiłem.
- Ciekawe, bo Bastian
doskonale wiedział –
uderzyłam go ścierką, którą wciąż trzymałam w dłoniach.
- April... – załamał ręce. – Co ja mam ci powiedzieć – zastanawiał się na głos. – Tu jest trochę inaczej, a Bastian
jest bardzo, ale to bardzo spostrzegawczy, łatwo się domyślił, a po drugie masz
malinkę na szyi – odgarnął
moje włosy i pocałował mnie w tym samym miejscu.
- Mówiłam ci już – wyszłam z kuchni. W korytarzu
natknęłam się na Bastiana i Justina.
Pierwszy miał na sobie czarną
koszulę z podwiniętymi do łokci rękawami i dżinsy. Drugi jak zwykle założył
czarną bluzkę i równie ciemne spodnie. Wyraz jego twarzy zaniepokoił mnie
nieco, ale nie miałam już czasu na zastanawianie się co mogłoby być powodem jego
zmartwień. Wyszliśmy z domu. Było już jasno i dosyć chłodno jak na wrzesień.
Przyzwyczajona do podróżowania samochodem należącym do Adama, skierowałam się w
jego stronę.
- Jedziemy moim – otworzył mi drzwi krwisto czerwonego
auta.
Wsiadłam. Nie mogłam już dłużej
wytrzymać i musiałam w końcu zadać mu to pytanie, chociaż byłam prawie pewna,
że nie udzieli mi szczerej odpowiedzi.
- Mógłbyś mi coś powiedzieć? – zaczęłam, kiedy nie usłyszałam
odpowiedzi, zadałam nurtujące mnie od kilku tygodni pytanie: - Co powiedziałeś Alexowi wtedy, po
kolacji?
Nie spojrzał na mnie, tylko
uśmiechnął się słabo i całą swoją uwagę skupił na drodze. Wiedziałam, że mi nie
odpowie, ale do końca miałam nadzieję, że jednak zdarzy się cud i dowiem się
dlaczego Alex tak ostro wtedy zareagował.
Po kilkunastu minutach
milczenia dotarliśmy do centrum handlowego.
- Dwie godziny ci wystarczą? – zapytał otwierając przede mną
drzwi.
- A nie idziesz ze mną? – zdziwiłam się. – Po pierwsze nie mam pieniędzy, a po
drugie kto będzie nosił torby z zakupami? –
uśmiechnęłam się słodko do niego, nie mógł odmówić.
Weszliśmy do ogromnej hali,
gdzie powitała nas monotonna muzyka. Już miałam ochotę wrócić do domu, ale za
bardzo chciałam mieć coś nowego, coś czego nie wybierał mi żaden z chłopaków.
Dziwiłam się, że zawsze trafiają z rozmiarem ubrań, ale także, że niektóre z
nich naprawdę mi się podobały. Weszliśmy do pierwszego sklepu znajdującego się
po prawej od wejścia. Zanim zdążyłam się rozejrzeć, Bastian już przyniósł mi
kilka wieszaków z ubraniami i kazał mi wszystko przymierzyć. Najpierw założyłam
sukienkę na ramiączka sięgającą mi przed kolana. Zasunęłam suwak znajdujący się
z przodu i zadowolona wyszłam z kabiny.
- Czy ty przypadkiem nie
założyłaś jej tył na przód? –
Bastian spojrzał na mnie z ukosa.
- Nie, to właśnie tak powinno być – ekspedientka stojąca za ladą
uśmiechnęła się w jego stronę.
- Jeśli tak – skrzyżował ramiona na piersiach i
kazał mi się przebrać.
Przymierzyła jeszcze jakieś
sześćdziesiąt innych ubrań i za każdym prawie razem Bastian mówił, że albo jest
za długa, albo za jaskrawa. I tak kupiłam sobie te rzeczy, które mi się
podobały, chociaż chłopak ciągle mówił, że jeżeli to kupię, nigdzie już ze mną
nie pójdzie.
Przez chwilę miałam wyrzuty
sumienia, że musi on nosić torby wypełnione moimi ubraniami, ale przypomniawszy
sobie o jego sile i wytrzymałości przestałam o tym myśleć. Po kilku godzinach
sklepowego maratonu zatrzymaliśmy się przed sklepem z damską bielizną.
- Może ty jesteś już zmęczony? – zapytałam z udawaną troską w
głosie. Miałam nadzieję, że nie wejdzie ze mną do środka.
- To już ostatni sklep, więc
wytrzymam, a po drugie, kto za ciebie zapłaci?
Weszliśmy razem i tak jak
myślałam, Bastian od razu wybrał to, co jego zdaniem powinnam kupić, żeby nie
robić mu na złość, bez przymierzania zgodziłam się na jego propozycje. Musiałam
przyznać, że mało który chłopak ma takie wyczucie stylu.
- Więc jak już ty jesteś, to wybierz
dla mnie jakiś... gorset –
poprosiłam go.
- Dla ciebie czy dla Adama? – nie czekając na moją odpowiedź,
poszedł po odpowiednią część garderoby.
Demon zapłacił za wszystko i
wyszliśmy na zewnątrz. Zapakował wszystko do samochodu.
- Jesteś głodna?
- Ewentualnie mogłabym coś
zjeść, ale nie za dużo, żebym mogła zmieścić się jeszcze w te wszystkie ubrania – zaśmiałam się i zapięłam pasy. Zapinałam je
odkąd Adam powiedział, że się czegoś boję, chociaż sama nie wiedziała, co
chciał przez to powiedzieć.
Bastian nie miał wygórowanych
żądań, więc późny obiad zjedliśmy w pobliskim kebabie. Usiedliśmy przy stoliku
w rogu małej salki i rozmawialiśmy na temat zakupów. Miałam ochotę jak
najszybciej wrócić do domu, więc w kilka minut wchłonęłam moją procę, kiedy to
Bastian był dopiero w połowie.
- Mam nadzieję, że ty nie
jesteś w ciąży, tak łapczywie jesz –
zaśmiał się i wygodnie oparł na krześle.
- Nie, no skądże – wytarłam usta beżową serwetką.
Po kilku godzinach wróciliśmy
do domu, gdzie czekał już na nas pozostałe demony. Bastian wniósł do środka
torby z moimi rzeczami, a ja wciąż siedziałam w samochodzie wypełnionym
zapachem przypominającym aromat suszonych róż. Podkuliłam nogi tak, żebym mogła
oprzeć na kolanach brodę. Po kilku minutach przyszedł po mnie Bastian.
- Chcesz spędzić tu noc? – otworzył drzwi.
- A co niepokoicie się o mnie?
Myślicie, że stanę się tym samym, co Alex? Upadłym demonem? – krzyknęłam w odpowiedzi.
Zła sama na siebie odepchnęłam
go i wyskoczywszy z samochodu, pobiegłam na oślep. Zdezorientowany chłopak
nawet nie próbował mnie gonić. Buty na wprawdzie niewysokim obcasie skutecznie
utrudniały mi bieg, więc niewiele myśląc zrzuciłam je z nóg i skręciłam w
stronę starej szopy, w której zamknął mnie kiedyś Alex.
Stanęłam przed drzwiami, ale
nie odważyłam się na to, żeby ponowie tam wejść – przed oczami wciąż miałam
jeszcze ślady mojej krwi zastygłej na betonowej podłodze.
Spędzenie nocy na zewnątrz nie było zbyt kuszące, więc zostałam
tam tylko niecałe dwie godziny. Żaden z nich widocznie się o mnie nie martwił i
nikt nie miała zamiaru mnie szukać, więc jeszcze bardziej zła na siebie za to,
że uderzyłam Bastiana, wolnym krokiem wróciłam pod dom i usiadłam na dróżce z
jasnych kamyczków.
Chyba twój blog jest moim ulubionym z opowiadaniami : )
OdpowiedzUsuńBosk0 ^.^ komentuje,obserwuje !:D
OdpowiedzUsuń